Strona głowna / Austria / Karyntia / Nassfeld / 5 powodów by pojechać na narty: Nassfeld

5 powodów by pojechać na narty: Nassfeld

Nassfeld nie jest zbytnio popularny w Polsce. Zupełnie nie wiem z jakiego powodu. Może to jest ta nasza, polska megalomania, że jak na narty w Alpy – to na lodowiec, wysoko, w chmurach prawie.

Pewnie, na lodowcach fajnie się jeździ, nie powiem. Ale są takie miejsca na zimowej mapie Austrii których po prostu wstyd nie znać , mając ambicję wypowiadać się na temat.

Byłem tu ubiegłej zimy. Przeżyłem emocjonujące lądowanie samolotu w Klagenfurcie. Bynajmniej nie dlatego, że coś poszło nie tak. Po prostu klagenfurckie lotnisko jest dość specyficznie położone i lądowanie tam, zimą, zawsze wywołuje u mnie te same emocje. Na początku piękne, alpejskie krajobrazy - po Włochy i Słowenię, później nieco ciaśniej, stoki dookoła i w końcu lądowanie przez nisko położone chmury, prawie po omacku. Lubię to! Cóż, taki urok lotnisk położonych w dolinach, otoczonych górami. Ale kiedy emocje już opadły siedziałem w wygodnym busiku i autostrada mknąłem do położonego ponad 100 km dalej, na zachodzie regionu narciarskiego Nassfeld. Miałem ponad godzinę czasu by spróbować przypomnieć sobie kiedy to ostatnio byłem na nartach w Karyntii. A, tak - kilka lat temu, gdy w Villach skakał Małysz. Ale nie po to tu gnałem by zanudzać Was wspominkami. Przybyłem tu, aby znaleźć przynajmniej 5 powodów, które sprawią, że tegoroczne zimowe wakacje zaplanujecie właśnie w Nassfeld. I znalazłem.


Po pierwsze: kosmopolitycznie. Powiem wprost: lubię jak jest nieco kosmopolitycznie. Kiedy mieszają się języki, kolory skóry, zwyczaje… Lubię bo daje mi to cząstkę, namiastkę podróży – nawet jak nie ruszam tyłka z miejsca, albo jadę gdzieś, gdzie nie spodziewam się takich „klimatów”. Tak właśnie jest w Nassfeld. Towarzystwo i z Austrii i z Niemiec; i z Włoch i ze Słowenii. Instruktorzy włoscy i austriaccy. W końcu do Wenecji jest stad ok. 200 km. W knajpkach na stokach można pogadać o polityce, Unii, problemach z… Berlusconim, najnowszych muzycznych hitach i zmieniającym się klimacie. Z uśmiechem, dowcipem, bez niepotrzebnych barier i uprzedzeń. Tutaj czuje się, że należy się do wielkiej, europejskiej rodziny. I nawet jak dla kogoś nie ma to żadnego znaczenia w Nassfeld jest po prostu inaczej. Podróżując po wszystkich, austriackich landach mogę powiedzieć, że Karyntia to najbardziej barwny region Austrii, a Nassfeld należy do najbarwniejszych w Karyntii. Dla mnie ma to znaczenie.


Po drugie: piękne miejsce Cóż, szusując na polskich trasach narciarskich ciężko o tak piękne widoki. Skalne turnie i granie na każdym, kto stawia pierwsze kroki w Alpach robią spore wrażenie. Mam kilka ulubionych krajobrazowo terenów narciarskich, Nassfeld na pewno do takich należy. Z wierzchołków Madritsche (1919 m n.p.m.) czy Schnittlauchkofel (2004 m n.p.m.) widok jest imponujący. Dostrzec można i Grossglocknera (najwyższy szczyt Austrii) w Wysokich Taurach i pograniczne pasma Alp Karnijskich. A i same trasy biegną malowniczo, wciskając się w dolinki, przecinając leśne polany. Amfiteatralny charakter terenu narciarskiego sprawia, że trudno się tu zgubić a i łatwiej wypatrzyć, które trasy w danym momencie są nieco luźniejsze.

Po trzecie: infrastruktura narciarska Jeśli napiszę „pięć kolejek gondolowych” – czy to wystarczy? A jak dodam do tego osiem kanap – w tym te sześcioosobowe - i siedemnaście podwójnych orczyków (T-bar)? Cytując jednego z moich kolegów: to wypasiony teren narciarski. Taki Millenium Express wiezie z położonego w dolinie Tröpolach, z wielkiego parkingu, aż na Madritsche, 1300 metrów wyżej. Jednym skokiem (w ramach trzech sekcji gondolki) jesteśmy więc w samym sercu terenu, stąd możemy rozjechać się w dowolne miejsce.  
Wyciągi bardzo szybko rozwożą po trasach, nie ma kolejek do kolejek – nawet wcześniej rano, gdy turyści jak na zawołanie wylewają się z aut, autobusów i hoteli. A jeśli uda Wam się zajrzeć tu w okresie pomiędzy Sylwestrem, a lutowymi feriami – macie wręcz gwarancje i niższych niż w sezonie cen i wręcz intymności na stokach. Polacy słyną z tego, że wyjazd na narty przebiega w myśl zasady: jeżdżę do upadłego. I bardzo dobrze, wróciwszy w nasze rodzime góry więcej czasu spędzimy stojąc w kolejce do kolejki niż jeżdżąc. Trzeba więc się wyszaleć. Można to zrobić nawet nocą, na długim na 2,2 km fragmencie najdłuższej trasy regionu – Carina. Dolna część jest oświetlona, po drodze mija narciarskie bary, jeśli wiec komuś przyjdzie do głowy by napić się czegoś ciepłego – nie musi zabierać termosu! A jeśli już o barach mowa… Dobrze pamiętam swój pierwszy raz na nartach w Alpach – notabene było to także w Karyntii – na lodowcu Mölltaler. Jedną z rzeczy, która zrobiła na mnie ogromne wrażenie to charakter infrastruktury gastronomicznej. Nie były to szałasy z parówkami i żurkiem ale restauracje i bary, w których można było zjeść i napić się prawie wszystkiego. W Nassfeld zwiedziłem ich kilka, ale najbardziej w pamięci utkwił mi ten położony tuż obok najdłuższej trasy, Cariny – Joklhütte. Wpadliśmy tam na lunch a dostaliśmy… po kielichu lokalnego sznapsa. Właścicielowi akurat urodził się syn i w tym szczęśliwym dniu wszyscy goście byli obdarowywani. Małe a cieszy!

 

Po czwarte: nie tylko narty i snowboard Te atrakcje z pewnością spodobają się najmłodszym, którzy nie zawsze mają i siłę i energię aby cały dzień śmigać z góry na dół na nartach czy desce. Nie ma takiej potrzeby. W razie konieczności ale i dla przyjemności – co potwierdzam – można malucha ulokować w funparku NTC Blue Day. To park rozrywek zimowych, położony

w samym sercu terenu narciarskiego. Oferuje szeroki wachlarz zabaw na śniegu - dla dzieci i dorosłych: jazda na sankach, zjazdy na specjalnych konstrukcjach - śnieżnych "rowerach", oponach, specjalnych deskach snowboardowych ze sterowaniem, jeżdżących "krzesłach" i wielu innych, naprawdę dziwnych machinach. Park jest odgrodzony, posiada własny wyciąg taśmowy, tuż obok znajduje się duża, górska restauracja. Nad bezpieczeństwem czuwa instruktor. Gdybym miał 10 lat to… nie ruszałbym się z tego miejsca nawet na krok! No chyba, żeby zjeść coś, karynckiego, w knajpce na stoku.


Po piąte: restauracja jakich mało Jak już przy gastronomii jesteśmy – a nie powiem, ważna to rzecz dla narciarza – w Nassfeld znajdziecie coś jeszcze, ponad narciarskie bary i knajpki na stokach. W Sonnenalpe Nassfeld znajduje się hotel Wulfenia. Swą nazwę zawdzięczający pewnemu jezuickiemu przyrodnikowi właśnie w Karyntii odkrył nową roślinę i tak ją nazwał. Bynajmniej,  czterogwiazdkowy hotel nie ma żadnego związku z zakonną ascezą, oferując zarówno komfortowe zakwaterowanie (baseny, sauny – to już standard) jak i oryginalną, molekularną kuchnię mistrza Arnolda Pucher. I tutaj dochodzimy do sedna sprawy:  jeśli chcecie zjeść coś czego nigdy nie jedliście, marzą wam się dania przygotowywane na kilkunastu gatunkach oliwy, marzycie o deserach wprost z ciekłego azotu – to miejsce jest dla Was. Do tego dziesiątki rodzajów serów, niesamowita oprawa posiłku (np. degustacji i wąchanie oliwy jak… w drogerii) – i już wiecie dlaczego cała ta przyjemność kosztuje grubo ponad 100 euro. Co oczywiście nie przeszkadza testerom z przewodników Michelina, którzy w 2009 roku przyznali restauracji dwie gwiazdki zaś w „A la carte” na rok 2012 – 94 punkty.
tekst, zdjęcia: Piotr Trybalski/SkiPanorama.pl

Przewodnik po Nassfled: http://www.skipanorama.pl/austria/karyntia/nassfeld/

Nassfeld

comments powered by Disqus
artykuł
Austria, Nassfeld
W Nassfeld zawsze świeci słońce
Nassfeld, jeden z 10 najlepszych terenów narciarskich w Austrii, imponuje swoją wielkością, różnorodnością stoków i urzekającą panoramą gór. Dzięki wyjątkowej topografii i niezwykłemu mikroklimatowi Nassfeld może się pochwalić nie tylko najstabilniejszymi warunkami...
najwyżej oceniane
  • Lungau
  • Stubaital - lodowiec Stubai
  • St. Anton / St. Christoph / Stuben
  • Lech-Zürs
  • Brandnertal - Bürserberg i Brand
  • Flachau
  • Hintertux
  • Turracher Höhe
  • Ischgl
  • Schladming-Dachstein
Polecane: Jak planować kampanię reklamową | Warsztaty fotograficzne |