Dziś, 18 lutego po raz drugi odwiedziliśmy Alpe Lusia. Niestety, pogoda padła na całego. Plus 4, śnieg, mgła... W efekcie jeździliśmy po puchu (padało całą noc) ale za to bez tłumów, a w zasadzie prawie bez innych narciarzy. Mimo wszystko wyjazd przedni. Większość krzeseł na Lusi posiada plastikowe, przezroczyste zasłony więc nie było problemów z zacinającym od czasu do czasu śniegiem. Lusia to świetny teren dla średnio zaawansowanych. Można tu na prawdę sporo pokręcić na krawędziach. Zaś licząca ponad 5 km trasa ze szczytu 2327 m n.p.m. do Castelir 1549 m. n.p.m. to prawdziwa uczta dla miłośników jazdy na krawędzi! Dziś pokonaliśmy ją 3 razy, w całości, mimo mgły na górze (jazda we mgle ma swój urok

)
Lunch zastał nas w knajpce Lusia (poniżej wspomnianego wyżej wierzchołka), w oszklonej werandzie zjedliśmy pyszną pastę z (z pomidorami za 6 E, z grzybami za 7 E, kotlet po wiedeńsku z frytkami 11 E, mały weissbier 2.8 E)
Powrót czerwoną, całkiem nieźle przygotowaną mimo opadów śniegu. Z czarnej zrezygnowaliśmy. Sądząc po widokach z kabiny - słusznie. Tłumy, którym wydawało się, że zjadą... Ech...